Najlepsze 2017: Polskie kino

Za nami kolejny znakomity rok dla polskiego kina. Rodzime filmy ściągały do kin tłumy, gościły na światowych festiwalach, zdobywały nagrody, wzbudzały zachwyty i wywoływały polemiki – co jest niechybnym znakiem, że jest ono żywe i wciąż się rozwija. Łatwo zauważyć, że dwoma zjawiskami, które w największej mierze wpływają na kształt polskiego kina są wciąż wzbierająca różnorodność tworzonych dzieł oraz niebywały szturm debiutantów, którzy przebojem wdzierają się do czołówki najciekawszych twórców. Spoglądając na tegoroczny dorobek, można w nim znaleźć udane filmy przeznaczone dla szerokiej publiczności („Najlepszy”, „Amok”, „Sztuka kochania”), ambitne projekty eksperymentujące z kinem gatunków („Człowiek z magicznym pudełkiem”, „Pokot”), ale również dzieła na pograniczu filmu kinowego i wideo-artu („Photon”), pełnometrażowe animacje („Twój Vincent”), dokumenty („Beksińscy. Album wideofoniczny”) czy filmy reprezentujące kino autorskie (na przykład „Ptaki śpiewają w Kigali” czy „Zgoda”). Choć doczekaliśmy się nowych filmów mistrzów polskiego kina – Wajdy, Holland czy małżeństwa Krauze – bardzo łatwo spostrzec dokonującą się na naszych oczach zmianę pokoleniową. Pojawiła się cała grupa młodych, niejednokrotnie wręcz debiutujących, twórców, którzy podbili serca zarówno widzów, jak i jurorów festiwali. W tym roku bez wątpienia najgorętszym nazwiskiem okazał się Piotr Domalewski, autor nagrodzonej Złotym Lwem „Cichej nocy”.

Już tradycyjnie, prócz wyróżnienia najlepszych filmów kinowych, chciałbym również przyznać symboliczne nagrody twórcom, których dzieła można było zobaczyć jedynie na festiwalach, bądź w telewizji. Ze względu na swój metraż nie miały oficjalnej dystrybucji, ale również zasługują na docenienie. To był wyjątkowy rok dla polskiego krótkiego kina, bowiem diametralnie odwróciły się proporcje. Od lat najlepsze filmy powstawały wśród dokumentów, a zdecydowanie najsłabiej było wśród fabuł. Tym razem to właśnie fabularzyści stworzyli zdecydowanie najciekawsze krótkie filmy, natomiast znacznie słabiej było wśród twórców kina faktów – do tego stopnia, że postanowiłem nie przyznawać nagrody w tej kategorii.

Najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny: brak nagrody

Najlepszy krótkometrażowy film fabularny: Nic nowego pod słońcem, reż. Damian Kocur

Najlepszy krótkometrażowy film animowany: Dziwny przypadek, reż. Zbigniew Czapla

 

Złota piątka:

1. Ptaki śpiewają w Kigali, reż. Joanna Kos-Krauze, Krzysztof Krauze

Film małżeństwa Krauze ma ambicje oddania za pomocą kolorów, kadrowania, dźwięków i relacji międzyludzkich doświadczenia traumy. Dwie bohaterki – polska ornitolog i Rwandyjka – uciekają z kraju ogarniętego ludobójstwem do Polski. Ocalenie nie oznacza jednak szczęścia. Krauzowie skupiają się na biurokracji, zawiłościach prawa uchodźczego, problemach, które spotykają młodą Rwandyjkę z uzyskaniem azylu i prawa stałego pobytu. Jednak w równym stopniu, a może przede wszystkim, starają się oddać stany emocjonalne dwóch straumatyzowanych kobiet. Więcej o filmie w relacji z Nowych Horyzontów.

2. Zgoda, reż. Maciej Sobieszczański

Takiego filmu o przemocy jeszcze w polskim kinie nie było. Piszę „o przemocy”, a nie „o wojnie”, bo agresja związana z działaniami wojennymi nie wyczerpuje podjętego przez Sobieszczańskiego tematu. Oglądając „Zgodę”, trudno nie przywołać w pamięci „Róży” Smarzowskiego. Sobieszczański również opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce w momencie zakończenia wojny – w tym czasie, gdy wojska są już w odwrocie, ale nie uformował się jeszcze na dobre nowy porządek. Właśnie w tej wąskiej szczelinie znajdującej się pomiędzy Sobieszczański dojrzał jądro ciemności. Więcej o filmie w relacji z Festiwalu w Gdyni.

3. Cicha noc, reż. Piotr Domalewski

Przed seansem „Cichej nocy” można było się obawiać, że młody autor zbyt mocno zapatrzony jest w twórczość Wojciecha Smarzowskiego. Liczne inspiracje są widoczne na pierwszy rzut oka, ale młodemu twórcy udało się wypracować własny styl. Film Domalewskiego to taki typowy Smarzowski, który zgubił gdzieś swoją naostrzoną siekierę, podobnie zresztą jak jeden z bohaterów „Cichej nocy”. Jest więc kameralny, rodzinny dramat, stopniowanie napięcia, powolne wychodzenie brudów spod pozoru normalności, których wydobywaniu towarzyszy spożywanie alkoholu. Więcej o filmie w relacji z Festiwalu w Gdyni.

4. Photon, reż. Norman Leto

Gdyby Terrence Malick był biologiem molekularnym, to zamiast „Drzewa życia” nakręciłby „Photon”. Leto miał takie same ambicje jak Amerykanin – opowiedzieć o historii wszechświata i życia od jego powstania, aż po kresu – lecz odwrócił perspektywę i zamiast od boskiego tchnienia rozpoczął od wielkiego wybuchu i bozonu Higgsa. „Photon” to jedyna w swoim rodzaju filmowa historia wszystkiego, opowiedziana z punktu widzenia atomów, sił grawitacyjnych i helis DNA. Więcej o filmie w relacji z Nowych Horyzontów.

5. Dzikie róże, reż. Anna Jadowska

Młoda kobieta mieszka na prowincji wraz z matką i dwójką dzieci. Właśnie wróciła z Warszawy ze szpitala. Niczego o niej nie wiemy, dopiero każda kolejna scena dodaje coś do jej obrazu. Jadowska tak zbudowała narrację, by nieustannie operując niedopowiedzeniami, budować napięcie i nie dawać szans widzom na łatwe ocenianie głównej bohaterki. Nie snuje żadnej rozbudowanej fabuły, to nie akcja jest w „Dzikich różach” najważniejsza, lecz stany wewnętrzne portretowanej kobiety – nieustanne z nią przebywanie. Film Jadowskiej składa się z emocji, nastrojów, uczuć i ulotnych myśli – choć daleko mu do poetyckości, gdyż nieustannie mocno trzyma się niezwykle trudnej rzeczywistości. Więcej o filmie w relacji z Nowych Horyzontów.

 

Srebrna piątka:

6. Serce miłości, reż. Łukasz Ronduda

Wcześniejszy „Performer” Łukasza Rondudy i Macieja Sobieszczańskiego wraz z „Sercem miłości” tworzą unikatowy projekt na skalę światową. Nie znam innego twórcy, który byłby z zawodu raczej kuratorem i krytykiem sztuki, niż filmowcem, tworzącego fabuły o młodych artystach sztuki współczesnej. Nie są one przy tym biografiami, nie opisują literalnie życia swoich pierwowzorów, lecz raczej komentują ich sztukę za pomocą materii kina. Wyjątkowe jest również to, że nie są to dzieła powstałe z przeznaczeniem do ekspozycji galeryjnej, lecz jak najbardziej kinowej. Ich koncept wywodzi się ze świata sztuki, lecz zmaterializował się w kinematografii. Więcej o filmie w relacji z Berlinale.

7. Najlepszy, reż. Łukasz Palkowski

Łukasz Palkowski znowu to zrobił! Wygląda na to, że wymyślił genialną recepturę, która stała się gwarantem sukcesu. W jej skład wchodzi autentyczna, choć nieprawdopodobna historia rodem z hollywoodzkich podręczników do scenopisarstwa, wartka akcja, potoczysta narracja, częste zwroty akcji i spora szczypta humoru. Tak było w „Bogach” i podobnie jest w przypadku „Najlepszego”. Tym razem nie opowiada o powszechnie znanej postaci z polskiej historii, co nie znaczy, że mniej ciekawej. Jerzy Górski był narkomanem, który przeszedł długą terapię u boku Marka Kotańskiego, by spróbować swoich sił w sporcie. Osiągnął niebywały wynik, jak na kogoś, kto dopiero co wydobył się z dna narkotykowego piekła: wygrał najbardziej wymagające zawody świata, czyli Podwójnego Ironmana, organizowanego w Stanach Zjednoczonych. Więcej o filmie w relacji z Festiwalu w Gdyni.

8. Człowiek z magicznym pudełkiem, reż. Bodo Kox

Źródło, z którego Kox czerpał inspiracje, jest oczywiste praktycznie od pierwszego kadru. Brał garściami z estetyki i etyki polskiego kina science-fiction lat 80., szczególnie z filmów Szulkina, które udało mu się w znakomity sposób wykorzystać na własne potrzeby. Niewielki budżet „Człowieka z magicznym pudełkiem” nie był przeszkodą, a wręcz pomocą – dzięki temu wykreowany na ekranie świat niedalekiej przyszłości przypomina te tworzone przez autora „Ga Ga. Chwała bohaterom” w Polsce schyłkowego okresu PRL-u. Więcej o filmie w relacji z Festiwalu w Gdyni.

9. Pokot, reż. Agnieszka Holland

„Pokot” stawia widzów przed niemałym problemem, wręcz wprowadza w zakłopotanie. Jak potraktować film, który otwarcie śmieje się nam w twarz, puszy swoim ekscentryzmem, wprowadza humor tam, gdzie raczej spodziewalibyśmy się mroku i goryczy? Trudno wchodzi się w ezoteryczną rzeczywistość Janiny Duszejko, kobiety w średnim wieku mieszkającej na odludnych terenach Kotliny Kłodzkiej. Jej sposób patrzenia na świat momentami śmieszy, ale w równym stopniu rozczula wielkimi pokładami empatii dla najsłabszych, sympatią dla zwykłej przyzwoitości oraz dziwaczną kombinacją naiwności i przenikliwości. Racje mają ci, którzy uważają bohaterkę za główny napęd przedsięwzięcia. Film jest równie chaotyczny, ekscentryczny, momentami zarówno dziwaczny i bardzo serio jak ta hipiska z Kłodzka. W tym właśnie zawiera się wszystko, co w „Pokocie” najlepsze, jak i to, co drażni i przeszkadza. Więcej o filmie w recenzji.

10. Twój Vincent, reż. Dorota Kobiela, Hugh Welchman

Bez wątpienia „Twój Vincent” jest niebywałym osiągnięciem w zakresie animacji – jest niezwykle ambitnym przedsięwzięciem, które z pewnością zapisze się w historii kina. Potrafi zachwycić swoją warstwą wizualną, twórcy świetnie potrafili uchwycić styl van Gogha i ożywić go siłą kina. Ale można mieć również pewne zastrzeżenia właśnie do samego pierwotnego zamysłu. W filmie padają znamienne słowa, które malarz kieruje do swojego przyjaciela, doktora Gacheta, próbującego kopiować jego styl: „Jesteś oszustem”. Van Gogh nie traktował swojej charakterystycznej kreski jak na zimno wykoncypowanego stylu. Jego ekspresyjny sposób malowania był wynikiem jego specyficznego, rozedrganego spojrzenia na świat, a nie intelektualnego namysłu nad teorią widzenia. Nie pochodził z głowy, lecz z serca. Dlatego mam wątpliwość, czy automatyczne kopiowanie jego obrazów – ożywianie ich dla potrzeby filmu – może być czymkolwiek więcej niż efektowną błyskotką: pustą formą, artystycznym popisem i wyzwaniem produkcyjnym. Więcej o filmie pisałem w relacji z Nowych Horyzontów.

 

Brązowa piątka:

11. Butterfly Kisses, reż. Rafał Kapeliński

Rafał Kapeliński, autor docenianej przed laty na całym świecie etiudy „Emilka płacze”, musiał wyjechać do Wielkiej Brytanii, by nakręcić swój pełnometrażowy debiut. Po seansie „Butterfly Kisses” już wiadomo, że było warto. Choć akcja filmu rozgrywa się wśród angielskiej młodzieży, trudno nie dopatrzeć się w nim wpływów kinematografii innych krajów – również polskiej. Pierwszym skojarzeniem jest film „Cześć, Tereska” Roberta Glińskiego. Choć Kapeliński za takie porównanie mógłby, nie bez racji, poczuć się urażony. Więcej o filmie pisałem w recenzji.

12. 21 x Nowy Jork, reż. Piotr Stasik

W swoim najnowszym filmie Stasik bardzo daleko odszedł od klasycznego dokumentalizmu – skupionego na obserwacji i dystansie – który był domeną wcześniejszych jego dzieł. W „21 x Nowy Jork” estetyzuje, kreuje, wykorzystuje nietypowe zdjęcia, ujęcia, muzykę i efektowny montaż. Eksperymentuje również z taśmą i formatem. Dzięki temu stworzył film, który jest przede wszystkim doświadczeniem estetycznym, działającym na poziomie barw, dźwięków, obrazów i ruchu. W ten sposób powstała audiowizualna mozaika, prezentująca bogactwo kulturowe tego wielkiego, amerykańskiego miasta. Reżyser zestawia wypowiedzi swoich bohaterów z obrazami metra, nowojorskich ulic, klubów i barów. Więcej o filmie w relacji z Krakowskiego Festiwalu Filmowego.

13. Beksińscy. Album wideofoniczny, reż. Marcin Borchardt

Dokument Marcina Borchardta ma wielkiego pecha, który zwie się „Ostatnia rodzina”. Gdyby powstał przed znakomitym dziełem Jana P. Matuszyńskiego, to z pewnością wzbudziłby sensację. Niestety kilka miesięcy po premierze filmu fabularnego o rodzinie Beksińskich, dokument nie włada już tak wielką mocą i wydaje się zaledwie powtórzeniem tego, co już widzieliśmy. Piszę te słowa z żalem, bo „Beksińscy. Album wideofoniczny” jest filmem bardzo dobrym, wnikliwym, przemyślanym i korzystającym z wielu interesujących materiałów. Więcej o filmie w relacji z Krakowskiego Festiwalu Filmowego.

14. Powidoki, reż. Andrzej Wajda

W polskiej kinematografii nie ma za wiele filmów o wybitnych artystach. W ostatnim czasie jedynie małżeństwo Krauze w „Moim Nikiforze” i „Papuszy” podjęło ten temat. Dzięki „Powidokom” dołączył do nich Andrzej Wajda, który w ostatnim czasie nie marnuje energii na filmy nienoszone w sercu od dawna. Ten obchodzący w tym roku 90 urodziny wybitny artysta kina jest świadomy, że niestety kręci już swoje ostatnie filmy. Dlatego każdy kolejny jest dziełem niezwykle osobistym. Nie inaczej jest z „Powidokami”, opowiadającymi o znakomitym polskim malarzu, który miał nieszczęście życia w czasach niesprzyjających uprawianej przez niego sztuce. Więcej o filmie w relacji z Festiwalu w Gdyni.

15. Ja, Olga Hepnarova, reż. Petr Kazda, Tomas Weinreb

Portret wyjątkowej kobiety. Hepnarova została zapamiętana jako morderczyni, która z premedytacją wjechała w ludzi stojących na przystanku autobusowym w Pradze w latach 70. To miała być zemsta wymierzona ludzkości za krzywdy, których doświadczyła w swoim życiu. Twórcy nie szukają sensacji, ani przyczyn podjętej decyzji. Nie psychologizują, ani nie prowadzą śledztwa. W zamian stworzyli niejednoznaczny i fascynujący portret kobiety nadwrażliwej, o zwichrowanej, schizofrenicznej psychice, której nikt nie pomógł w odpowiednim momencie. Więcej o filmie w relacji z Nowych Horyzontów.

 

Bez szału:

  1. Droga do Rzymu
  2. Zud
  3. Amok
  4. Sztuka kochania
  5. Pewnego razu w listopadzie
  6. Konwój
  7. Tarapaty
  8. Gwiazdy
  9. Las, 4 rano

 

Tak złe, że aż dobre i po prostu złe:

  1. Królewicz Olch
  2. Wyklęty
  3. Volta
  4. Szatan kazał tańczyć
  5. Bikini Blue
  6. Reakcja łańcuchowa
  7. Botoks