Oscary 2020 – analizy, typy, przewidywania

Czego by nie mówić o Oscarach, to koniec końców i tak rozpalają wyobraźnię wszystkich kinomanów, mimo że na długo przed gala z łatwością można wytypować wielu zwycięzców. W tym roku jest podobnie, choć wciąż toczy się walka w kilku kategoriach, między innymi w tej najważniejszej, która od kilku lat jest źródłem największych niespodzianek. Czy będzie tak ponownie? Przekonamy się już niebawem. Już teraz jednak wiadomo, że tegoroczne oscarowe rozdanie jest jednym z najsłabszych od lat, a wśród nominowanych nie znalazło się wiele znakomitych filmów i aktorskich nazwisk. Można odnieść wrażenie, że mimo ciągłego uzupełniania Akademii o nowych członków jej konserwatywnego gustu wciąż nie udaje się zmienić.

Najlepszy film

Kategoria, w której wydarzyć może się najwięcej. Bezsprzecznym faworytem jest ‚1917’, ale w ostatnich latach bycie faworytem w tej kategorii nic nie znaczy. Nie zdziwię się więc, jeśli wygra ktoś inny. Typuję, że czarnym koniem może być „Jojo Rabbit”, ale najbardziej cieszyłbym się, gdyby tę kategorię wygrał „Parasite”.

Wygra: 1917

Powinien wygrać: Parasite

Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Nie ma wątpliwości – najlepszą kreację w zeszłym roku stworzył Joaquin Phoenix. To właśnie jego grę najbardziej pamięta się po czasie i to ona zapisze się w historii kina. Każde inne rozstrzygniecie będzie skandalem.

Wygra: Joaquin Phoenix („Joker”)

Powinien wygrać: Joaquin Phoenix („Joker”)

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

Zupełnie nie rozumiem hype’u na Rene Zellweger w roli Judy Garland. Pisałem o tym w recenzji. Szkoda, że jej wygrana jest niemal pewna, bo Scarlett Johansson przechodzi koło nosa życiowa szansa na Oscara za jej wybitną rolę w „Historii małżeńskiej”.

Wygra: Rene Zellweger („Judy”)

Powinna wygrać: Scarlett Johansson („Historia małżeńska”)

Najlepszy aktor drugoplanowy

Z tą kategorią mam taki sam problem, jak z poprzednią. Nie rozumiem popularności roli Pitta, podobnie zresztą jak popularności „Pewnego razu… w Hollywood”. W tym roku ta kategoria to prawdziwe starcie tytanów, z której moim zdaniem zwycięsko wyszedł Anthony Hopkins, ale Akademia ma na ten temat inne zdanie. Ciekawe jednak, że nie bała się docenić najmłodszego ze stawki, który mimo wszystko wciąż nie osiągnął poziomu prestiżu Ala Pacino, Toma Hanksa, Anthonego Hopkinsa i Joe Pesciego.

Wygra: Brad Pitt („Pewnego razu… w Hollywood”)

Powinien wygrać: Anthony Hopkins („Dwóch papieży”)

Najlepsza aktorka drugoplanowa

Jedna z najsłabszych kategorii w tym roku, a już na pewno najsłabsza z aktorskich. Bezdyskusyjnym faworytem jest Laura Dern, ale ja postawiłbym na Florence Pugh, ale tylko dlatego, że całkowicie niesłusznie została pominięta w kategorii aktorki pierwszoplanowej, gdzie powinna zostać doceniona za rolę w „Midsommar”.

Wygra: Laura Dern („Historia małżeńska”)

Powinna wygrać: Florence Pugh („Małe kobietki”)

Najlepszy reżyser

Kolejna kategoria, w której wszystko wiadomo, choć wybór wydaje się więcej niż dyskusyjny. Niemal pewnym zwycięzcą jest Sam Mendes, który wydawał się jednak odgrywać drugorzędną rolę na planie ‚1917’, gdzie więcej do powiedzenia miał z pewnością Roger Deakins. Z nominowanej piątki osobiście stawiam na Bong Joon-ho, choć najchętniej widziałbym ze statuetką Noaha Baumbacha.

Wygra: Sam Mendes („1917”)

Powinien wygrać: Bong Joon-ho („Parasite”)

Najlepszy scenariusz oryginalny

Bardzo mocna kategoria, a moje serce jest rozdarte między „Parasite”, „Historię małżeńską” i „Na noże”. Choć uważam, że na statuetkę najbardziej zasługuje dzieło Koreańczyka, to najbardziej cieszyłbym się, gdyby doceniono kryminał Riana Johnsona.

Wygra: Parasite

Powinien wygrać: Parasite

Najlepszy scenariusz adaptowany

A to, dla odmiany, jedna ze słabszych kategorii, gdzie żadne rozstrzygnięcie mnie nie usatysfakcjonuje. Choć znalazły się tu teksty do filmów znakomitych, jak „Joker”, to akurat w tym przypadku scenariusz był jedną ze słabszych stron przedsięwzięcia. Statuetkę zgarnie najprawdopodobniej Taika Waititi za „Jojo Rabbit”, które trzyma się kupy przez pierwsze 30 minut, a osobiście doceniłbym „Dwóch papieży”, które jest dobre tylko w części współczesnej.

Wygra: Jojo Rabbit

Powinien wygrać: Dwóch papieży

Najlepsza muzyka oryginalna

Dokonam coming-outu: nie jestem miłośnikiem muzyki filmowej, bo mało która ścieżka dźwiękowa faktycznie wyróżnia się oryginalnością i jest czymś więcej niż ilustracją. W tym roku również nic nie zrobiło na mnie większego wrażenia, ale nie obrażę się jeśli zgodnie z przewidywaniami zwycięży islandzka kompozytorka muzyki do „Jokera”. To właśnie jej kompozycje były najoryginalniejsze i wyróżniały się na tle typowej i nudnawej muzyki filmowej, stanowiącej tegoroczną stawkę nominowanych.

Wygra: Hildur Guðnadóttir („Joker”)

Powinna wygrać: Hildur Guðnadóttir („Joker”)

Najlepsza piosenka

W tym roku nie mamy takich hitów jak zeszłoroczna piosenka z „Narodziny gwiazdy”, czy takich wybitnych kawałków jak utwór z „Tamtych dni, tamtych nocy”. Niemniej cieszę się, że tegorocznym faworytem w tej kategorii jest piosenka „(I’m Gonna) Love Me Again” z niewystarczająco docenionego przez Akademię „Rocketmana”. Zagrozić jej mogą jednak też całkiem niezłe piosenki z „Krainy Lodu II” i „Toy Story 4”.

Wygra: Rocketman

Powinien wygrać: Rocketman

Najlepsza scenografia

Wiadomo, że film Tarantina to przede wszystkim rekonstrukcja historyczna lat 60, za co scenografowie pewnie zgarną Oscara. Nie będzie to może najgorsza decyzja Akademii, ale ja osobiście doceniłbym tu ‚1917’, które zrobiło na mnie największe wrażenie właśnie za sprawą scenografii i rozpiętości planu zdjęciowego, a nie zdjęć.

Wygra: Pewnego razu… w Hollywood

Powinien wygrać: 1917

Najlepsze efekty specjalne

W tej kategorii walkę stoczą spece od tworzenia sztucznych światów z „Avengers” z osobami odpowiedzialnymi za realizm „1917”. Choć pierwsze jest zapewne bardziej widowiskowe, drugie wydaje się trudniejsze i coraz mniej doceniane. Cieszy mnie, że to właśnie druga opcja jest w tym roku faworytem.

Wygra: 1917

Powinien wygrać: 1917

Najlepsze kostiumy

Kategoria, która zajmuje mnie bodaj najmniej i do wyrokowania w której czuję się najmniej kompetentny. Kostiumów do „Irlandczyka”, „Pewnego razu… w Hollywood” i „Jokera” już nie pamiętam, a „Jojo Rabbit” po prostu dobrze odtwarza hitlerowskie mundury. Dlatego moja nagroda wędruje w ręce „Małych kobietek”, ale tylko dlatego, że ten film widziałem najpóźniej z całej stawki i jeszcze pamiętam te falbany i koronki.

Wygra: Małe kobietki

Powinien wygrać: Małe kobietki

Najlepsze zdjęcia

Za co docenić ‚1917’ jak nie za zdjęcia. Każda inna decyzja będzie szokiem i niesprawiedliwością. Choć cieszyłbym się jak dziecko, gdyby doceniono „The Lighthouse”.

Wygra: Roger Deakins („1917”)

Powinien wygrać: Roger Deakins („1917”)

Najlepszy długometrażowy film animowany

Kategoria, w której, o dziwo, wiadomo bodaj najmniej. Równe szanse za zwycięstwo wydają się mieć „Toy Story 4” i „Klaus”, którego wygrana będzie nielada wyczynem, bo ta kategoria jest tradycyjnie domeną największych studiów. Z tego właśnie względu typuję, że ostatecznie szala przechyli się na stronę „Toy Story 4”. Osobiście doceniłbym jednak „Zgubiłam swoje ciało”, które jest tak nowatorskie, oryginalne i nietypowe, że wciąż nie mogę uwierzyć, że dostało nominację.

Wygra: Toy Story 4

Powinien wygrać: Zgubiłam swoje ciało

Najlepszy film międzynarodowy

Kategoria, przy której serce będzie nam bić mocniej, ale chyba tylko nam, bo w zasadzie jest pewne, że zwycięży tu „Parasite”. Niestety, drugi rok z rzędu musimy się bić z murowanym faworytem. W zeszłym roku „Zimna wojna” nie podołała „Romie”, a tym razem najprawdopodobniej zostaniemy pokonani przez „Parasite”.

Wygra: Parasite

Powinien wygrać: Parasite

Najlepszy montaż

Z tą kategorią jest podobnie jak ze zdjęciami. Za co docenić „Le Mans ’66” jak nie za montaż. Każda inna decyzja będzie niesprawiedliwością, choć tym razem nie szokiem, bo niemal równe szanse wydaje się mieć „Parasite”.

Wygra: Le Mans ’66

Powinien wygrać: Le Mans ’66

Najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny

Nie widziałem całej stawki, więc trudno mi się wypowiadać, ale „Kraina miodu” jest – słusznie – jednym z najczęściej docenianym filmem zeszłego roku i nie powinno być zaskoczeniem, gdyby wygrała i tu. Ale tak, najprawdopodobniej, się nie stanie, bo wygra „American Factory” – ciekawa, ale straszliwie nudna i przeciągnięta, opowieść o różnicach kulturowych w prowadzeniu firmy między Chińczykami i Amerykanami.

Wygra: American Factory

Powinien wygrać: Kraina miodu