50 NAJLEPSZYCH POLSKICH FILMÓW 2010-2019. MIEJSCA 1-5

2019 rok kończy lata 10. XXI wieku. To znakomity moment, by podsumować to, co działo się w polskim kinie przez ostatnie dziesięć lat. A działo się bardzo wiele. Polski film zgarnął Oscara, mieliśmy swoich reprezentantów w konkursach najważniejszych festiwali filmowych, a nawet otrzymywaliśmy na nich prestiżowe nagrody. W końcu ostatnie dziesięć lat to także znakomity czas pod względem popularności rodzimego kina i okres zwyżkujących statystyk frekwencji. Polskie kino jest cenione na świecie i lubiane w kraju. W tym czasie powstało znacznie więcej niż 50 filmów godnych uwagi, dlatego tę listę, która będzie sukcesywnie uzupełniana, potraktujcie jako przewodnik po najważniejszych tytułach mijającej dekady. Zapoznajcie się z filmami, które znalazły się na miejscach od 1 do 5.

5. Fuga, reż. Agnieszka Smoczyńska

Agnieszka Smoczyńska wyrasta na jedną z najwybitniejszych twórczyń młodego pokolenia. Ma za sobą dwa więcej niż udane filmy, a „Fuga” wręcz przerosła oczekiwania tak bardzo nabrzmiałe po znakomitym debiucie – „Córkach dancingu”. „Fuga” udowodniła również, że Smoczyńska nie da się zaszufladkować i potrafi robić także kino wyciszone, skupione i tajemnicze. Tym razem zrezygnowała z syren i cekinów, zastępując je intrygującą i niejednoznaczną analizą kryzysu rodziny.

Recenzja: Z mroku bardzo powoli wyłania się kobieca sylwetka. Rozchwiana, niepewna swoich ruchów, jakby niedookreślona. Niezdarnie wygrzebuje się na peron warszawskiego dworca. Kim jest? Ona sama tego nie wie. Ta pierwsza scena „Fugi” Agnieszki Smoczyńskiej ustawia atmosferę całości. Przez cały seans będziemy chcieli wraz z bohaterką wyjść z tej magmy ciemności, ale jasność – również ta umysłu – wcale nie okaże się wybawieniem. Czytaj dalej.

4. Zimna wojna, reż. Paweł Pawlikowski

Ta dekada należała w polskim kinie do Pawła Pawlikowskiego. Nikt nie ma co do tego wątpliwości. Nie ma obecnie rodzimego twórcy, który więcej by znaczył na arenie międzynarodowej. To także on sięgnął po najwyższe laury – dostając się „Zimną wojną” do canneńskiego konkursu głównego i rozbijając oscarowy bank „Idą”. Ktoś nieżyczliwy mógłby posądzić go w przypadku „Zimnej wojny” o kopiowanie samego siebie, ale mógłby to zrobić tylko ktoś, kto wnioskował jedynie po urywkach obu filmów. To prawda, że oba są czarno-białe, że mają specyficzny format obrazu, że są rozegrane na wysokich tonach emocjonalnych. Ale każdy z nich jest zupełnie inny – „Zimna wojna” jest klasycznym melodramatem, w której główną rolę odgrywa muzyka.

Recenzja: Stare, spracowane, chłopskie ręce wygrywają na skrzypcach ludową pieśń gdzieś na dalekiej polskiej prowincji, po której jeżdżą Irena i Wiktor zbierający ostatnie okruchy wiejskiej kultury. Są członkami zespołu muzycznego „Mazurek”, który chce, jak niegdyś „Mazowsze”, uchronić przed zapomnieniem te proste melodie. Lech, kierownik zespołu podporządkowany nowej władzy, powie o nich, że wyrażają smutek ciemiężonych przez obszarników. Ale Irena i Wiktor słyszą w nich jedynie pozbawione ideologii piękno i autentyzm kultury wiejskiego ludu. Jest rok 1949. Ta scena, jakby wyciągnięta z etnograficznego dokumentu, otwiera „Zimną wojnę” Pawła Pawlikowskiego. I choć w dalszej części filmu już nie powróci, przez cały seans będzie nam tkwiła w pamięci. Czytaj dalej.

3. Róża, reż. Wojciech Smarzowski

Tak bolesnego seansu nie dostarczył żaden inny film przez ostatnie dziesięć lat – przynajmniej w polskim kinie. To najwybitniejsze dzieło w karierze Smarzowskiego, który przecież może się pochwalić wieloma świetnymi filmami. „Róża” to przesycone bólem, strachem, beznadzieją – czyli ulubionymi emocjami Smarzowskiego – studium polskiej historii, jej nieodkrytych, zapomnianych i celowo przemilczanych kart.

Recenzja: „Róża” to jeden z tych filmów, podczas których z nieprzerwanym napięciem oczekujemy napisów końcowych. Nie dlatego, że film Wojciecha Smarzowskiego nam się nie podoba, tylko zagęszczenie pokazywanego zła jest tak wielkie, iż kolejne wstrzykiwane porcje mogłyby doprowadzić do przedawkowania. Czytaj dalej.

2. Ida, reż. Paweł Pawlikowski

Jaki by film nie znalazł się na pierwszym miejscu tego zestawienia, i tak „Ida” będzie najważniejszych polskim filmem ostatnich dziesięciu lat. To ona bowiem zrobiła największą międzynarodową karierę, zdobywając pierwszy raz dla Polski Oscara w kategorii film nieanglojęzyczny. Tym samym zrobiła największą reklamę polskiemu kinu, włączając je do grona najciekawszych obecnie narodowych kinematografii. Znakomicie się złożyło, że tak ogromną karierę zrobił film, który na to ze wszech miar zasługuje. „Ida” to wizualny majstersztyk i niedająca spokoju, wciąż rodząca spory, rozdzierająca duszę fabuła.

1. Ostatnia rodzina, reż. Jan P. Matuszyński

Wybitny, oszałamiający, idealny, wielki. Wartościujące przymiotniki wyrażające podziw i uznanie w przypadku „Ostatniej rodziny” można byłoby mnożyć. Bowiem to film spełniony w każdym calu – dopracowany scenariuszowo, reżysersko, scenograficznie i aktorsko. To film jednocześnie niepozorny, duszny jak niewielkie, zagracone mieszkanie rodziny Beksińskich. Ale każda wypowiedziana linijka tekstu, inscenizacja każdej sceny, każdy fabularny pomysł i wizualny drobiazg opalizują znaczeniami i wznoszą całość na niebotyczne wyżyny kinematograficznego kunsztu. Rodzina Beksińskich być może wcale nie była przeklęta, ale z pewnością sprzedała duszę diabłu, by pośmiertnie doczekać się tak wybitnego filmu o sobie.

Recenzja: Pierwszy raz byłem świadkiem, by podczas seansu w teatrze Muzycznym zabrakło miejsc. Taka właśnie sytuacja miała miejsce podczas projekcji „Ostatniej rodziny” – bez wątpienia najbardziej wyczekiwanego filmu tegorocznej edycji festiwalu. Jeszcze przed nielicznymi pokazami prasowymi ciągnęła się za nim fama dzieła wybitnego. Oczekiwania były ogromne, które zostały dodatkowo podbite nagrodą w Locarno dla Andrzeja Seweryna. Wyjątkowy malarz, kultowy dziennikarz muzyczny, przeklęta rodzina – biografia rodu Beksińskich wydaje się szczególnie godna sfilmowania. „Ostatnia rodzina” to dzieło wybitne – spełnione pod każdym względem. Zaskakuje, bawi, szokuje, zachwyca. Czytaj dalej.

Miejsca 6-10 >>