Szorty – „Enola Holmes”: Stare puzzle, nowy obrazek

„Enola Holmes” składa się z doskonale znanych elementów – jest tu bowiem miejsce na tajemnicze śledztwo, wiktoriańską Anglię, no i, rzecz jasna, Sherlocka Holmesa. Ale twórcom udało się z tych puzzli ułożyć zupełnie nowy obrazek. Bo śledztwo co prawda jest, ale dość szybko przestaje być istotne, wiktoriańska Anglia wygląda inaczej niż zwykle, bo obserwujemy ją z punktu widzenia emancypujących się kobiet, a Sherlock tym razem pojawia się tylko na drugim planie, bo na pierwszym występuje jego młodsza siostra, Enola.

Najistotniejsze jest to ostatnie przesunięcie, które wywołało wszystkie kolejne. Film wpisuje się w trend przepisywania popkultury tak, by to co męskie zastąpić kobiecym. Tym razem zadziałało to lepiej, niż w wielu innych przypadkach (tak, patrzę na ciebie, ‚Ghostbusterze’!). No bo przecież okres działalności Sherlocka był kluczowy dla historii kobiecej emancypacji. Z tego więc względu kobieca bohaterka działająca w tym czasie wypadła znacznie ciekawiej, niż jej męski odpowiednik. Enola nie tylko musi bowiem rozwiązywać zagadki, ale także zawalczyć o własną wolność. I twórcy znakomicie tę sytuację wykorzystali, związując ze sobą śledztwo, społeczne realia XIX-wiecznej Anglii i ruch sufrażystek.

Jednocześnie twórcy potrafili wykorzystać historię rodzinną, skrywającą się za postacią Sherlocka, a nigdy wcześniej nierozwiniętą – pokazali, że życie rodzinne wcale nie musi być sielanką, a najbliżsi potrafią zgotować piekło, gdy nad dobro rodziny przedkłada się ideologię. Trudno nie zauważyć, że jest w tym ważna nauka płynąca dla nas wszystkich.

Przy tych wszystkich ciekawych kontekstach „Enola Holmes” jest po prostu świetnie napisana i zrealizowana. Wpisuje się w ramy kina przygodowego, którego reprezentantów za wiele w kinie współczesnym nie mamy. Co prawda jest to film skierowany raczej do młodszej – dziecięco-nastoletniej – widowni, ale dobrze bawić mogą się na nim wszyscy. Jeśli tylko nie oczekują szczególnie zawikłanych zagadek i mroku tajemnicy.

Film ma również swoje słabsze strony – niekonsekwencje w prowadzeniu fabuły – niektóre wątki nagle się urywają, a na pierwszy plan wychodzą inne. Główny wątek nie doczekał się satysfakcjonującego zwieńczenia, a kobieca emancypacja jest tu ukazywana głównie przez pryzmat sztuki samoobrony. Niemniej, to nadal bardzo przyzwoita rozrywka z ważnym społecznym przesłaniem.

Ocena: 6/10