Nowe Horyzonty #5 – Ból, blask i jelenia skóra

Piąty dzien to przede wszystkim pokaz ‚Bólu i blasku’ Almodovara, który tym filmem wraca do najwyższej formy. Ale obok tego tytułu pokazały się jeszcze trzy – wszystkie godne najwyższej uwagi: brytyjski dramat społeczny ‚Ray and Liz’, turecka ‚Opowieść o trzech siostrach’ i absurdalna horrorowata komedia ‚Deerskin’.

Ból i blask, reż. Pedro Almodovar

Cierpienie chyba faktycznie uszlachetnia. Almodovar nakręcił pierwszy naprawdę udany film od lat. Taki, który w końcu wyraża skalę jego talentu. Opowiada właśnie o bólu i z bólu się wziął, przynajmniej jeśli wierzyć reżyserowi i w postaci Salvadora Mallo odnaleźć alter ego Almodovara. Ale Hiszpan jest na tyle przekonujący, że wierzymy każdemu jego słowu. „Ból i blask” sprawia wrażenie wyjątkowo szczerego filmu – wyznania. Czytaj dalej.

Ray and Liz, reż. Richard Billingham

Brytyjczycy jak nikt inny potrafią kręcić kino społeczne. Zazwyczaj jest ono zaangażowane, naznaczone lewicową wrażliwością, wyczulone na niedolę grup nieuprzywilejowanych. Z początku mogłoby się wydawać, że „Ray and Liz” będzie kolejnym takim filmem. Wejrzeniem w głąb klasy robotniczej, podglądaniem ich dojmującej codzienności, walki o byt, przetrwanie i opłacenie rachunków. Faktycznie wszystkie te motywy się gdzieś tam przewijają – ale na drugi, trzecim tle. Billinghama polityka wydaje się zwyczajnie nie interesować. Czytaj dalej.

Opowieść o trzech siostrach, reż. Emin Alper

Alper to kolejny po Nuri Bilge Ceylanie i Semirze Kaplanoglu turecki reżyser, który podbija światowe festiwale. Z tą dwójką łączy go również szczególny styl, w którym ważna jest przyroda i wpisany w nią człowiek z jego społecznymi i moralnymi problemami. „Opowieść o trzech siostrach” rozgrywa się na dalekiej prowincji, wśród pastwisk i gór, ale poruszane problemy wydają się dotyczyć całego społeczeństwa. Czytaj dalej.

Deerskin, reż. Quentin Dupieux

Dupieux wraz z Peterem Stricklandem powinni być uznani za twórców gatunku kina tekstylnego niepokoju. Zarówno w „In Fabric”, jak i w „Deerskin” to właśnie części garderoby odgrywają pierwszoplanowe role – i to bardzo niepokojące. U Stricklanda straszydłem była elegancka czerwona suknia, symbolizująca namiętność i tłumione pożądanie. U Dupieux króluje kurtka z jeleniej skóry, maskująca samotność, kompleksy i brak wiary w siebie. Czytaj dalej.