100 NAJLEPSZYCH FILMÓW ZAGRANICZNYCH 2010-2019. MIEJSCA 81-90

Kończą się lata 10. XXI wieku. Jak będą one pamiętane w kinie? Które tytuły zostaną na dłużej w pamięci? Jakie zasłużą na miano klasyków? To pokaże czas, póki co możemy uporządkować to, co obejrzeliśmy przez ostatnie dziesięć lat, wybierając najlepsze 100 filmów mijającego dziesięciolecia. To zestawienie jest również analizą pracy pamięci. Wiele z tych tytułów widziałem lata temu, nie wracając do nich. Dziś są dla mnie raczej widmami, mglistymi wyobrażeniami, przez co widzę je inaczej – niektóre z nich urosły przez ten czas w moich oczach, inne nieco przyblakły. Finalny kształt tego zestawienia odzwierciedla moją pamięć o minionej dekadzie – składają się na nie filmy, które najczęściej do mnie wracają, gdy przymknę oczy. Zobaczcie, jakie filmy zajęły miejsca od 81 do 90.

90. Chłopiec i świat, reż. Ale Abreu

Mijająca dekada była kolejnym złotym okresem dla filmu animowanego. Wiele w tym zasługi Disneya i Pixara, ale nie można zapominać o mniejszych wytwórniach i skromniejszych tytułach – jak ten. ‚Chłopiec i świat’ to wybitna animacja, łącząca oryginalną, wielobarwną warstwę obrazową z mocnym, społecznym i ekologicznym przesłaniem – w sam raz na dzisiejsze czasy.

89. Młodość, reż. Paolo Sorrentino

Ostatnie dziesięć lat to bez wątpienia czas Włocha. W tym okresie nakręcił kilka filmów wybitnych. Tworząc ‚Młodość’ bez wątpienia celował w arcydzieło i niewiele mu zabrakło. Można mu zarzucać kabotyństwo, pretensjonalność, może nawet kiczowatość, ale z pewnością nie da się mu odmówić wizjonerstwa, kreatywności i oryginalnego języka, którym mówi do nas rzeczy, które słyszy się w kinie coraz rzadziej.

88. Ex Machina, reż. Alex Garland

‚Ex Machina’ była jednym z najgłośniejszych filmów mijającej dekady – ze względu na swoją kreatywność przy wyjątkowo niskim budżecie. Garland zademonstrował, jak należy tworzyć frapujące, wizualnie wysmakowane kino niezależne, podbijając przy tym box office i serca Akademii Oscarowej. Ten film w ogromnym stopniu przyczynił się do ponownego wybuchu mody na ambitne science-fiction. Kto wie, czy to właśnie nie jego sukces otworzył drogę takim przedsięwzięciom jak ‚Blade Runner 2049’ czy nadchodząca ‚Diuna’.

87. Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson

Nie może być tego zestawienia bez reprezentanta Sagi. Jej powrót był jednym z najważniejszych wydarzeń mijających dziesięciu lat – nie tylko dlatego, że zagrano na naszej nostalgii, ale także z tego powodu, że powrót do starych przyjaciół okazał się wielkim sukcesem artystycznym. Nowa trylogia dostarczyła nie mniejszych emocji, wzruszeń i wrażeń, co poprzednie części, godnie kontynuując przedsięwzięcie, które wielu z nas ma głęboko w swoich sercach.

Recenzja: Mieli rację ci, którzy twierdzi, że „Gwiezdne Wojny” pod wodzą Disneya nie będą tym, czym niegdyś. Po dobrej, ale zachowawczej i działającej głównie nostalgią poprzedniej części gwiezdnej sagi – „Przebudzeniu mocy” – przyszedł czas na zademonstrowanie całkiem nowego podejścia do budowania serii. Okazuje się bowiem, że włodarze studia mają własną, oryginalną wizję gwiezdnowojennego uniwersum, którą konsekwentnie wcielają w życie. Pomysł na rozwijanie galaktycznej opowieści, podobnie jak jej najnowsza odsłona – „Ostatni Jedi” – jest niezwykle ryzykowny i zaświadcza o wielkiej odwadze twórców. Nowa część z pewnością podzieli fanów i stanie się źródłem ogromnych kontrowersji. Ale jak mówi stare przysłowie: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana w kasynie na Canto Bight. Czytaj dalej.

86. Śmierć Stalina, reż. Armando Iannucci

Kto by się spodziewał, że filmowa satyra na okres stalinizmu może okazać się tak zabawna, celna i niepokojąco aktualna. Iannucci stworzył dzieło bezbłędne, które ogląda się jednocześnie blednąc ze strachu i parskając niekontrolowanym i nerwowym śmiechem. A to wszystko zostało utrzymane w klimacie angielskiej komedii, zaprawionej absurdalnym, brytyjskim smoliście czarnym humorem.

Recenzja: Od jakiegoś czasu brakowało w światowym kinie brytyjskiego humoru – smoliście czarnego, bezkompromisowego, a przy tym wyjątkowo inteligentnego. „Śmierć Stalina” Armando Iannucciego to film współcześnie wyjątkowy, bo kompletnie nieliczący się z poprawnością polityczną – za co zresztą został ukarany zakazem pokazów w Rosji – nie baczący na wrażliwość widzów i daleki od jakiejkolwiek delikatności. Ogołociwszy się z tych dyscyplinujących więzów, mógł serwować żarty, mieszając je z niepokojącą makabreską, obrazami terroru i wiwisekcją degrengolady władzy – ta, co podczas seansu wywołuje szczególną grozę, ma wyjątkowo wiele wspólnego z tym, co można obecnie obserwować na arenie światowej polityki. Czytaj dalej.

85. Nasza młodsza siostra, reż. Hirokazu Koreeda

Podczas mijającej dekady Hirokazu Koreeda z lokalnego mistrza stał się twórcą o światowej randze. Niemal każdy jego filmy lądował w konkursach najważniejszych festiwali filmowych i zgarniał prestiżowe nagrody. W tym czasie skradł również moje serce – najpierw ‚Naszą młodszą siostrą’, a następnie ‚Złodziejaszkami’. Jego filmy nie da się porównać z niczym – niby reprezentują kino realizmu społecznego, ale przenikają je przecież tak nietypowe dla tego gatunku magia, miłość, dobro i piękno. Tylko Koreeda potrafi mówić o patologiach, trudach codzienności i emocjonalnych załamaniach w taki sposób, że od razu robi nam się na sercach cieplej.

Recenzja: Takie filmy jak „Nasza młodsza siostra” Hirokazu Koreedy są prawdziwą rzadkością. Przepełnione ciepłem, czułością i szczęściem. Pełne słońca, uśmiechu i wzajemnej życzliwości. Nie ma w nich wciągającego napięcia, zagadki do rozwiązania, ani wizualnych atrakcji. Są jedynie bliskie sobie osoby, ich codzienność i miłość. Czy z takich komponentów da się zbudować ciekawy film? Otóż okazuje się, że jak najbardziej. Czytaj dalej.

84. Lewiatan, reż. Andriej Zwiagincew

Zwiagincew w mijającej dekadzie zbudował sobie renomę światowego mistrza, którego Rosja chętnie wykorzystuje, by reklamować własną kulturę. Mimo to Rosjanin nie ustaje w krytyce rzeczywistości – szczególnie politycznej – swojego kraju. Trudno o bardziej bezwzględny film wobec Rosji putinowskiej niż „Lewiatan”, który wychodzi od dramatu jednostki, by przenieść go na poziom państwowy, a nawet uniwersalny, wręcz mityczny.

83. Grand Budapest Hotel, reż. Wes Anderson

Chyba żaden inny twórca nie zrobił w tym okresie tak wielkiej kariery jak Anderson, stając się synonimem stylu i wyrafinowanej estetyki. Jego wysmakowane kompozycje i niebanalna kolorystyka stały się inspiracją dla świata mody, dekoratorstwa i, oczywiście, innych filmowców. ‚Grand Budapest Hotel’ to jego najwybitniejszy film aktorski, ujawniający wszystko, co w jego twórczości najlepsze – wspomniany styl, ale również humor, typy bohaterów, niepowtarzalny klimat i dobry smak.

82. Coco, reż. Lee Unkrich, Adrian Molina

Mijająca dekada była dla Pixara wybitna. Każdy kolejny film podbijał serca widzów i krytyków, a przy tym przynosił ogromne zyski. Ale nie ma się co dziwić – każdy ich projekt jest dopracowany w najmniejszych szczegółach, jest oszałamiający wizualnie i opowiada wciągającą, angażującą historię, czyli ma wszystko, co dobre, hollywoodzkie kino mieć powinno. Włodarze studia najwyraźniej posiedli złoty przepis na dzieła wybitne. W ‚Coco’ potrafili połączyć meksykańską opowieść o świecie zmarłych z ciepłym humorem, pomysłowymi rozwiązaniami scenariuszowymi i wyciskającym łzy wzruszenia przesłaniem.

Recenzja: Jeśli na jakąś markę we współczesnym kinie można liczyć, to bez wątpienia jest nią Pixar. Każda kolejna produkcja tego studia z ostatnich lat przyniosła filmy unikatowe, zachwycające, dopracowane zarówno wizualnie, jak i fabularnie. Tak samo jest z ich najnowszym tytułem, czyli „Coco” Lee Unkricha. Być może nie jest on w stanie pochwalić się taką oryginalnością i myślową niebanalnością jak choćby niedawno „W głowie się nie mieści”, ale posiada inne walory – znakomicie pomyślany świat, zachwycające opracowanie graficzne, wciągającą fabułę, cudownych bohaterów i rozgrzewające serce mądre przesłanie. Czytaj dalej.

81. Wyśnione miłości, reż. Xavier Dolan

Złote dziecko światowego kina, które przez ostatnie dziesięć lat z obiecującego talentu wyrosło na pełnoprawnego autora filmowego. Z bogatej filmografii Dolana wybieram pozycję, która zapewnił mu wejście na kinematograficzny parnas i zwróciło oczy całego filmowego świata w jego stronę. To właśnie ‚Wyśnione miłości’ zdradziły pełnie jego talentu i wydestylowały oryginalny, kolorowy, pełen emocji i muzyki styl.

Miejsca 91-100 >>