100 NAJLEPSZYCH FILMÓW ZAGRANICZNYCH 2010-2019. MIEJSCA 21-30

Kończą się lata 10. XXI wieku. Jak będą one pamiętane w kinie? Które tytuły zostaną na dłużej w pamięci? Jakie zasłużą na miano klasyków? To pokaże czas, póki co możemy uporządkować to, co obejrzeliśmy przez ostatnie dziesięć lat, wybierając najlepsze 100 filmów mijającego dziesięciolecia. To zestawienie jest również analizą pracy pamięci. Wiele z tych tytułów widziałem lata temu, nie wracając do nich. Dziś są dla mnie raczej widmami, mglistymi wyobrażeniami, przez co widzę je inaczej – niektóre z nich urosły przez ten czas w moich oczach, inne nieco przyblakły. Finalny kształt tego zestawienia odzwierciedla moją pamięć o minionej dekadzie – składają się na nie filmy, które najczęściej do mnie wracają, gdy przymknę oczy. Zobaczcie, jakie filmy zajęły miejsca od 21 do 30.

30. Spring Breakers, reż. Harmony Korine

Harmony Korine jak nikt potrafi ująć istotę popkultury – jej najniższych, seksualno-przemocowych rewirów – na dodatek zupełnie nie popadając w moralizatorstwo. W „Spring Breakers” przyjrzał się fenomenowi wiosennych wakacji, korzystając z formy rapowego teledysku, lepiąc z charakterystycznych dla tej subkultury motywów cały świat przedstawiony filmu.

29. Dunkierka, reż. Christopher Nolan

„Dunkierka” to bodaj najwybitniejszy przykład kina wojennego ostatnich lat. Film, który świdruje w głowie, osacza, wprowadza w stan klaustrofobii i nie pozwala złapać oddechu. Znakomita realizacja, pulsujące emocje i całkowicie nowe podejście do narracji i montażu. Tym filmem Nolan zbliżył się do klasyków gatunku i wyrósł na wybitnego autora.

Recenzja: Nigdy nie przeszło mi przez myśl, że kiedykolwiek zestawię nazwisko Christophera Nolana z Siergiejem Eisensteinem. Okazało się jednak, że ten hollywoodzki spec od niezwykle widowiskowego kina ma niemniejsze artystyczne ambicje niż niegdyś radziecki mistrz. Co więcej, „Dunkierka” Nolana pod pewnymi względami przypomina najważniejsze dzieło Eisensteina, mianowicie „Pancernika Potiomkina” i może być przy tym równie przełomowa dla historii kina. Czytaj dalej.

28. The Social Network, reż. David Fincher

„The Social Network” pozornie nie pasuje do filmografii Finchera, specjalizującego się w mrocznych thrillerach. Ale jego gatunkowe zamiłowania sprawiły, że historia założyciela Facebooka zamieniała się w gęsty, obezwładniający i wciągający obraz, odmalowujący postać niejednoznaczną i trudną do oceny.

27. Spider-Man Uniwersum, reż. Bob Persichetti, Peter Ramsey, Rodney Rothman

Najwybitniejszy przykład kina superbohaterskiego. Przed premierą pewnie nikt by nie założył, że taki status może przypaść animacji. Ale to właśnie ta forma pozwoliła najwierniej oddać ducha komiksów Marvela. Ale nie udałoby się to, gdyby nie plastyczna wyobraźnia twórców i nowatorskie podejście do filmu rysunkowego.

Recenzja: Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, to po tym roku wie już na pewno: nie ma obecnie w kinie popularnym ważniejszego zjawisko niż filmy superbohaterskie. To właśnie one stają się odbiciem najważniejszych zmian w kulturze, proponują nowe formy narracji oraz serwują najbardziej spektakularne i dochodowe blockbustery. Wiedzieliśmy to już po seansach „Czarnej Pantery” i „Avengers: Wojna światów”, ale niespodziewanie największy przełom przyniósł film, który wydawał się znajdować gdzieś na peryferiach głównego nurtu marvelowskiego uniwersum: wybitny animowany „Spider-Man: Uniwersum” Boba Persichettiego, Petera Ramseya i Rodneya Rothmana. Czytaj dalej.

26. La La Land, reż. Damien Chazelle

Film, który w dzień swojej premiery stał się klasykiem amerykańskiego kina, bo to własnie z historii tej kinematografii czerpie garściami. Nie jest to przy tym w żadnej mierze tania zżynka, a świadome przeniesienie klimatu i formy do realiów współczesnego kina. Tak znakomity musical mógł zrobić tylko ktoś o wyjątkowym słuchu muzycznym, a tego – co udowodnił już debiutanckim „The Whiplash” – nie brak Damienowi Chazelle’owi.

Recenzja: Kolorowy, roześmiany tłum opuszcza stojące w gigantycznym korku samochody, by tańcem wyrazić wiarę w spełnienie marzeń. Damien Chazelle rozpoczyna „La La Land” feerią barw, erupcją młodzieńczej energii i niewiarygodnym wręcz popisem realizacyjnych umiejętności. Nic na początku nie zapowiada, że będzie to opowieść niczym z wolterowskiego „Kandyda”, stawką stanie się moralna ocena naszego świata, a przedmiotem refleksji okaże się rola przypadku, potęga marzeń i cena, jaką musimy za nie zapłacić. Czytaj dalej.

25. Drive, reż. Nicolas Winding Refn

Najbardziej stylowy, melancholijny, a zarazem porywający i mrożący krew w żyłach seans ostatnich dziesięciu lat. Refn po premierze „Drive” już tylko bezskutecznie próbował powtórzyć własny sukces. To film, który idealnie równoważy romans z kinem akcji – czułość i przemoc. A przy tym wprowadza w transowy stan za sprawą neonowych kolorów i świdrującej, elektronicznej muzyki, która ciągle gra nam w uszach.

24. Mad Max. Na drodze gniewu, reż. George Miller

Nikt nie spodziewał się, że powrót George’a Millera do „Mad Maxa” poskutkuje jednym z najlepszych filmów ostatnich lat. Miller ujawnił się jako człowiek zakochany w filmowości i tym, co dla niej najbardziej charakterystyczne – pędzie, ruchu, czystej wizualności. „Mad Max. Na drodze gniewu” to niekończący się wyścig, akcja, ryk samochodów i dzikusów przyszłości. Kino przekraczające dualizm fabuły i eksperymentu. Z multipleksów mógłby trafić wprost do galerii sztuki.

23. Kieł, reż. Jorgos Lanthimos

Od tego filmu rozpoczęła się oszałamiająca kariera Jorgosa Lanthimosa. To właśnie w tym filmie dał się poznać jako niepokojący surrealista, opętany problemami rodziny, zwierzęcości i języka. „Kieł” był niebywałym wydarzeniem, na który publiczność nie była przygotowana. Lanthimos nas konfundował, zbijał z tropu i pozostawiał bez zrozumienia. Czyli dokładnie tak samo jak najlepsi surrealiści.

22. Służąca, reż. Park Chan-Wook

Park Chan-Wook stworzył majstersztyk sztuki opowiadania – metatraktat o narracji, który nie ma w sobie niczego z teoretycznego zadufania. Nudny to bodaj jedyny przymiotnik, którego nie da się użyć, opisując „Służącą”. To film, który daje czystą satysfakcję z bycia zwodzonym i omotanym kolejnymi wstążkami fabuły. „Służąca” to nasz współczesny „Rashomon”.

Recenzja: Epickie kino dawno wyszło już z mody. Rzadko twórcy sięgają po wielowątkowe historie, rozpisane na lata, z efektowną scenografią i barwnymi kostiumami. Dzieło Park Chan-Wooka jest jednym z wyjątków, który obudził tęsknotę za tego typu kinem. Tym bardziej, że opowiedziana przez niego historia skrywa w sobie wiele niespodzianek, perwersyjnej wyobraźni i głęboko skrywanej rozkoszy. Czytaj dalej.

21. Parasite, reż. Bong Joon-Ho

Tegoroczny fenomen, który rezonuje na całą dekadę. „Parasite” to kino przekraczające granice arthouse’u i kina popularnego. Film idealnie łączący komedię, thriller z kinem społecznego niepokoju. Znakomicie wpisuje się w światową tendencję współczesnego kina, by mówić o wykluczonych i nieuprzywilejowanych, lecz robi to w sposób niejednoznaczny i mylący tropy. Uczta!

Recenzja: Bong Joon-ho jest współczesnym mistrzem kina gatunkowego. Jego klasa objawia się w tym, że potrafi z konwencji uczynić plastyczne tworzywo, całkowicie podporządkowane jego wizji i celom. Nie przejmuje się gatunkowymi wyznacznikami. Tworzy swoje własne standardy. Dzięki temu potrafi kreować całkowicie autorskie, zaskakujące filmowe światy, które puchną, rozsadzają ramy obrazu. Wychodzą z karbów fikcjonalnej opowieści, by rozlać się po rzeczywistości, wysysając z niej pożywne soki. Jak pasożyt. Czytaj dalej.

Miejsca 31-40 >>